O ludzkiej chciwości i żądzy zysku

Ho­mi­lia ks. Fran­ciszka Go­muł­cza­ka SAC na 25. nie­dzielę zwy­kłą, 18.09.2022

Dzisiaj nieco o ludzkiej chciwości i żądzy zysku, ale nie tylko. Prorok Amos, poprzez którego zwraca się do nas Bóg w dzisiejszym czytaniu, żył około 750 lat przed Chrystusem. Izrael był wówczas w miarę majętnym i spokojnym krajem zależnym od Asyrii. Majętność była jednak rozłożona nierównomiernie i jak często bywa do dziś, jedni się bogacili a inni biednieli, jednym się powiodło, a innym nie. Ci którym się powiodło, uznali, że wolno im więcej. Uzależniali więc swoich zadłużonych ziomków od siebie, kupując ich wolność „za srebro i parę sandałów”. Narastało zjawisko zwane dziś niesprawiedliwością społeczną.

Ludzie bogaci spełniali zewnętrzne nakazy religijne uważając, że to wystarczy. Przestrzegali jednak religijnych obostrzeń bardziej z przymusu niż z potrzeby serca. Równocześnie wzdychajli: „kiedyż minie nów księżyca i szabat?”. Podczas nowiu księżyca i w dzień szabatu – to nasza sobota – nie wolno było prowadzić interesów. Każdy dzień bez obrotu był stratą. Dlatego poniesione straty spróbują nadrobić. Jak? Poprzez oszustwo. „Będziemy zmniejszać efę i powiększać sykl”. Efa to 22 litry substancji płynnej lub sypkiej. Można oszukiwać sprzedając np. przy pomocy dzbana z podwójnym dnem. Wagę też można „podstępnie fałszować” i uzależniać od siebie ludzi biednych za wspomnianą „parę sandałów”. Biedny, nie mający środków do życia, nie będzie miał innego wyjścia jak przyjąć warunki postawione przez bogatego. Prorok Amos nie był biedakiem, był właścicielem stad owiec i wołów oraz sadów. Teraz jednak musiał – z nakazu Bożego – stawić czoło sytuacji wielkiej niesprawiedliwości.

Tak było prawie 3 tysiące lat temu. Czy zmieniło się coś od tamtego czasu? Ileż to biadoleń słyszeliśmy u nas przy okazji wprowadzania niedziel bez handlu? Jakie to straty poniesie handel z tego powodu. W przedwojennej Polsce za złamanie zakazu handlu w niedzielę groziła kara grzywny. Dzisiaj katolicy targują się z Bogiem o każdy Jego dzień. A przecież niedziela to „Dzień Pański”, czyli należący do Boga, dzień, z którego nie wolno Go okradać. Czynimy tak zawsze, kiedy podejmujemy prace, które moglibyśmy z powodzeniem wykonać w innym dniu. Tracimy przez to, tak jak starożytni, poczucie świętości dnia należącego do Boga a w konsekwencji i samą wrażliwość na to co święte. Generalnie rzecz ujmując, mamy tu do czynienia ze zjawiskiem kradzieży w różnej formie. Można bowiem okraść człowieka z pieniędzy, ale można też okraść go z dnia wolnego stosując różne formy nacisku i przymusu, co dzisiaj tak często się zdarza. Można przy okazji okraść go z prawa do oddania Bogu czci, z prawa do spędzenia dnia w rodzinnym gronie. Można okraść czlowieka z godziwej zapłaty, a ostatecznie także i z ludzkiej godności. Widzimy dziś nieustający i rosnący pęd za materią. Z jednej strony jest potęgowany przez troskę o zabezpieczenie bytu sobie i rodzinie, a z drugiej wzrostem mentalności konsumpcyjnej. O ile pierwszy powód jest jak najbardziej zrozumiały, o tyle ten drugi już nie do końca. Patrzę na ludzi wywożących codziennie ze sklepów kopiaste kosze zakupów. I zastanawiam się, ile z tego wykorzystają, a ile pójdzie do kosza? Podobno rocznie marnotrawimy 9 mln ton żywności. Iluż ludzi nie poprzestaje na zapewnieniu sobie godziwego bytu, lecz włącza się w ten słynny „wyścig szczurów”, by przegonić drugiego, by mieć więcej niż on. Mówimy o niektórych ludziach: „tym to ciągle mało” i duszę by sprzedali, by mieć więcej. I niestety, sprzedają. W ten sposób okradamy samych siebie. Okradają nas możni tego świata. Otrzymujemy dopłaty na zakup źródeł energii. A wystarczyłoby zbudowanie nowych kopalni i przy użyciu nowoczesnych technologii korzystanie z węgla dziesiątki, jeśli nie setki lat. Naprawdę wierzycie, że komuś z międzynarodowych decydentów chodzi o klimat? Więc o co? A może bardziej o podporządkowanie sobie społeczeństw? O swoistą inżynierię dusz, która da możliwość w przyszłości podporządkowania sobie człowieka z czystej żądzy zysku i panowania? Nie pozwólmy się okraść jeszcze i ze zdrowego rozsądku.

„A co na to Pan Bóg”, pyta w „Konopielce” dziadek wędrownego bajarza. „Pan Bóg już starszejszy i dużo śpi”, odpowiada bajarz jakby chcąc usprawiedliwić Boga za to co dzieje się na świecie. Nie, Pan Bóg nie śpi! Woła prorok Amos: „Poprzysiągł Pan na dumę Jakuba: Nie zapomnę wszystkich tych uczynków”. Okaże się w swoim czasie, że Bóg także potrafi i umie liczyć. Żaden czyn niegodny nie będzie zapomniany. Może wydawać się nam inaczej, bo chcielibyśmy już i teraz. Bóg ma swoje miary, więc możemy być pewni, że i biedni i bogaci, i uczciwi i nieuczciwi doczekają należnej mu zapłaty, każdy według swego postępowania. Amos przestrzegał bogatych Izraelitów, że ich bogactwo nie daje im prawa do rozpasanego życia, krzywdzenia ubogich, życia w pijaństwie i rozwiązłości. Za wszystko przyjdzie zapłacić. Ale któż słuchałby proroka? Kapłani wypędzili go ze świątyni w Betel na północy Izraela: „wracaj sobie do Judy, na południe, tam prorokuj do woli”. Niepełna trzydzieści lat po śmierci proroka północne państwo żydowskie, Izrael, stopniowo pomniejszane przez sąsiadów, w 722 roku przestało istnieć, a Izraelici zostali uprowadzeni do Asyrii. Taki był koniec rozpasania.

Warto przyłożyć tamtą sytuacje do dzisiejszej rzeczywistości, szczególnie do Europy z zawziętością próbującą stworzyć świat, w którym przykazania Boże staną się reliktem muzealnym. Wielu naszych rodaków też ku temu dąży. Pęd ku aborcji, eutanazji, absurdy gender z jego wielością płci, różnie formy krzyczącej niesprawiedliwości, medialnego terroru, próby państw bogatych i zdeprawowanych dominacji nad biedniejszymi, próby uzależnianie pomocy materialnej grabionej Afryce od wprowadzenia tam ideologicznych szaleństw sytego Zachodu. „Zapłata robotnika woła do mnie z ziemi, zwrócisz płaszcz ubogiemu dany w zastaw przed nocą, bo to jego okrycie przed chłodem, jeśli nie, usłyszę jego skargę”. Czy te słowa nie nabierają nowej treści np. wobec bezwzględności banków? Bóg domaga się byśmy porzucili bezwzględność i zimne reguły, jeśli wymaga tego sytuacja. Nie można w imię zimnych zasad rynku pozwolić na spychanie człowieka w sytuację bez wyjścia. Na to się Bóg nie godzi. Czy świat usłyszy ten głos Boga, czy też nadal będzie uznawał, że są dziedziny, w których kompetencje należą wyłącznie do człowieka? Jak to jest w moim życiu? Czy uznaję, że to ja mam prawo decydować o kwestiach moralnych, czy tych dotyczących elementarnej sprawiedliwości, czy poddaję się woli Stwórcy?

Jak się to skończy? - pytają nieraz ludzie. Obawiam się, że skończymy jak budowniczowie biblijnej wieży Babel, do której bardzo podobny jest gmach parlamentu w Brukseli, i za ileś lat Europa będzie wygrzebywana przez archeologów z piasków historii jako ciekawa osobliwość zadufanych w sobie pyszałków, którzy skończyli, tak jak na pyszałków przystało. Asyria była potężnym i zdawać się mogło wiecznym państwem. Potrafi dziś ktoś bez zastanowienia wskazać miejsce, gdzie leżała? Tyle ma nam do powiedzenia dzisiaj Bóg przez usta proroka Amosa.

Dlatego jest mądrością uwzględniać Boga w swoim życiu, uznać Jego moc i panowanie, przyjąć jego miłość. Z tego powodu apostoł Paweł apeluje do mężczyzn by modlili się podnosząc ku Bogu ręce czyste, nie zbrukane grzechem, by modlili się na każdym miejscu (modlicie się panowie w duchu, gdy pracujecie, gdy trzeba podjąć ważną decyzję, uznajecie Boga za kogoś komu warto się zwierzyć i komu warto zaufać?). Prosi, byśmy modlili się także za sprawujących władzę. A Pan Jezus ukazuje nam dziś nieuczciwego zarządcę, który czując koniec kariery u swego pana, zdobywa jego kosztem przychylność jego wierzycieli. Patrzcie i uczcie się: bądźcie tak zapobiegliwi w zdobyciu Królestwa wiecznego jak zapobiegliwi są ludzie w sprawach tego świata. Nie da się dwom panom służyć. Nie się być w szkole Chrystusa a w życiu postępować jak ktoś, kto o Nim nigdy nie słyszał, ani jego miłości nie doświadczył. Dziś tak łatwo ludzie powiększają w sobie tolerancję dla różnej formy zła… „to jeszcze nie grzech….”. W ten sposób powoli dochodzi się do utraty samego poczucia grzechu i do wiary, że Pan Bóg „śpi”.. Nie idźmy drogą Izraelitów z czasów proroka Amosa, bo skończymy jak oni, tak w wymiarze doczesnym jak i wiecznym. Uczmy się wierności – cnoty dziś trochę zapomnianej – wierności w sprawach małych, codziennych, jeśli chcemy być wierni w sprawach wielkich odnoszących się do naszej wieczności. Bez tego naprawdę zawędrujemy – donikąd. Razem z fałszywymi prorokami, którzy natrętnie ględzą nam dzisiaj za uszami, a których wielu dziś z jakichś powodów słucha chętniej niż Chrystusa.