„Bez Eu­cha­ry­stii nie u­mia­łabym żyć”. Te słowa u­sły­sza­łem przed kil­ko­ma dnia­mi z ust trzy­dzie­sto­kil­ku­let­niej ko­bie­ty, matki trój­ki dzie­ci. Urze­kło mnie to zda­nie. Jakaż w nim głę­bia i doj­rza­łość wiary. Bez wąt­pie­nia, po­ru­szy­ło to moje serce i nie dało mi spo­koju. Za­czą­łem więc za­stanawiać się, drą­żyć i szu­kać u­za­sad­nie­nia tej tezy.

Ko­mu­nia św.Ona, ko­bie­ta cięż­ko za­praco­wana, za­bie­gana w ty­siąc­u róż­nych spraw, za­ję­ta co­dzien­ną pracą za­wo­dową, a do tego wy­cho­wu­ją­ca dzie­ci wy­po­wia­da takie słowa – „bez Eu­cha­ry­stii nie u­mia­łabym żyć”. Myślę, że to wiel­kie słowa. Ta­kich osób spo­ty­kam w swoim życiu wiele. Wśród nich są mło­dzi i star­si, pra­cu­ją­cy i u­czą­cy się, lu­dzie róż­nych sta­nów i za­wo­dów. Jest ich wielu. Co­dzien­nie sta­jąc przed oł­ta­rzem do spra­wo­wania Prze­naj­święt­szej Ofia­ry, widzę ich w ko­ście­le. Są na Eu­cha­ry­stii nie­za­leż­nie od po­gody i dnia. Przy­cho­dzą do świą­ty­ni, bo tu, jak czuję i wie­rzę, od­naj­du­ją siły, na­bie­rają ducha, do­świad­czają prze­mia­ny swego wnę­trza.

Eu­cha­ry­stia. Za­stanawiam się dziś nad tą nie­zwy­kłą ta­jem­ni­cą na­szej wiary. Się­gam do jej głębi, do źró­dła i widzę skąd taki wybór, takie słowa i po­sta­wa u tych ludzi.

We Mszy św. Ch­ry­stus daje nam wszyst­ko, co ma naj­cen­niej­szego – sie­bie, swoją Mi­łość. Dla­te­go karmi nas swoim Cia­łem i Krwią, a­by­śmy nie u­sta­li w trud­nej dro­dze. Takie o­twar­cie na Boga, kar­mie­nie się Ko­mu­nią św. rodzi z kolei nie­by­wa­le wiel­kie owoce. Pięk­nie u­ka­zuje je i o­ma­wia Ka­te­chizm Ko­ścioła Ka­to­lic­kie­go. Można je stre­ścić w kilku punk­tach.

Przyj­mo­wa­nie w Ko­mu­nii Ciała Ch­ry­stusa Zmar­twy­chw­stałe­go, pod­trzy­mu­je, pogłę­bia i od­na­wia życie łaski o­trzy­ma­ne na chrzcie. Wzrost życia chrze­ści­jań­skiego po­trze­bu­je po­kar­mu Ko­mu­nii eu­cha­ry­stycz­nej, Ch­le­ba na­szej piel­grzym­ki, aż do chwi­li śmier­ci, gdy zo­sta­nie nam u­dzie­lo­ny jako Wia­tyk.

Ko­mu­nia św. chro­ni przed grze­chem. Ciało Ch­ry­stusa, które przyj­mu­je­my, jest „za nas wy­da­ne”; Krew, którą pi­je­my, jest „wy­la­na za wielu na od­pusz­cze­nie grze­chów”. Dla­te­go Eu­cha­ry­stia nie może jed­no­czyć nas z Ch­ry­stusem, nie o­czysz­cza­jąc nas rów­no­cze­śnie z po­peł­nionych grze­chów i nie za­cho­wu­jąc nas od grze­chów w przy­szło­ści.

Przyw­ra­cania u­tra­co­ne siły, u­mac­nia mi­łość, która słab­nie w życiu co­dzien­nym. Ch­ry­stus, dając nam sie­bie, o­ży­wia w nas mi­łość i u­zdal­nia nas, a­by­śmy byli wolni od nie­upo­rząd­kowa­nych przy­wią­zań.

Przyj­mo­wa­nie Ko­mu­nii św. za­cho­wu­je nas od przy­szłych grze­chów śmier­tel­nych. Im bar­dziej u­czest­ni­czy­my w życiu Ch­ry­stusa i pogłę­biamy przy­jaźń z Nim, tym trud­niej jest nam ze­rwać więź z Nim przez grzech śmier­tel­ny.

Ci, któ­rzy kar­mią się Eu­cha­ry­stią, są ści­ślej zjed­no­czeni z Ch­ry­stusem, a tym samym Ch­ry­stus łączy ich ze wszyst­ki­mi wier­ny­mi w jedno Ciało, czyli Ko­ściół.

Kar­miąc się ze stołu eu­cha­ry­stycz­nego o wiele ła­twiej do­strze­gać nam Ch­ry­stusa w naj­uboż­szych, Jego bra­ciach: A zatem wi­dząc owoce przyj­mo­wa­nej Ko­mu­nii św. do­brze ro­zu­miem to, co u­sły­sza­łem od trzy­dzie­sto­kil­ku­let­niej ko­bie­ty „bez Eu­cha­ry­stii nie u­mia­łabym żyć”. Warto za­stano­wić się nad tą wiel­ką praw­dą na­szej wiary i za­py­tać się sie­bie: jak to wy­glą­da w moim życiu? Czy idę na Eu­cha­ry­stię z ra­do­ścią i na­dzie­ją? Czy mam świa­do­mość tego jak wiele mogę w cza­sie niej o­trzy­mać?

Niech to krót­kie, ale za to wy­mow­ne świa­dec­two nur­tuje nas, niech za­pad­nie głę­bo­ko i na długo w na­szych ser­cach i u­my­słach, a­by­śmy coraz le­piej ro­zu­mie­li sens i zna­cze­nie Mszy św.